- "Niektórym ludziom pisane jest się spotkać. Niezależnie od tego, gdzie się znajdują czy dokąd się wybierają, któregoś dnia na siebie wpadną". -Anja odłożyła książkę i wyjrzała przez okno na północną cześć posiadłości. W oddali, na środku dużego angielskiego ogrodu, stała drewniana, niezbyt duża altana. Dzięki ciepłym, wieczornym już promieniom zachodzącego słońca, które odbijały się od białych, malowanych desek, sama altana dawała wrażenie blasku i rozświetlała ogród wkoło.
Zielonooka zeszła z parapetu i westchnęła głośno. Sobota, dzień jak każdy inny. Nikt nie spodziewał się, że akurat ta, może różnić się od poprzednich. Tak samo było z Anją. Od samego rana nie mogła zaleźć sobie miejsca w domu. Krążyła po pokoju starając się usilnie zająć myśli czymś pożytecznym. Odkurzyła podłogi, umyła okna, powycierała kurze i wysprzątała wszystkie łazienki na piętrze.
Teraz miała chwilę tylko dla siebie. Wyszła z sypialni i usiadła w swojej ukochanej biblioteczce, otworzyła kilka książek i zaczęła czytać potencjalne zagadnienie, które mogą okazać się pomocne na zbliżającym się egzaminie
Co ja wyprawiam?! Od kiedy to niby się do czegoś uczę! Skarciła się w myślach. Podenerwowana odłożyła niedbale pomoce naukowe i szybkim krokiem wyszła z pokoju trzaskając przy tym potężnymi, hebanowymi drzwiami.
- Coś się stało?- spytała stojącą w kuchni pani domu. Agnieszka Dobrzańska, matka Anji. Była to kobieta młoda, piękna, o nienagannej figurze. Jej naturalne, sięgające do ramion blond włosy, wspaniale komponowały się z zawsze ułożonymi w uśmiech malinowymi ustami i radosnym spojrzeniem zielonych oczu.
Pomimo, że miała zaledwie trzydzieści osiem lat, posiadała już własną kancelarie prawniczą. A po pracy pomagała mężowi w zarządzaniu ich drugą firmą: siłownią. Anja zawsze uważała, że jej matka jest przykładem wszelkich ideałów, mimo, że nie zawsze ich relacje były pozbawione sprzeczek i zgrzytów. Wręcz przeciwnie, nie było tygodnia bez sporów i niepotrzebnie wypowiedzianych słów. Nie zmieniało to jednak uczuć, jakim się obdarowywały na każdym kroku. Spojrzenie pełne skruchy i miłości, po przeżytej kłótni, było bardziej szczere niż jakiekolwiek wypowiedziane słowa.
- Nic się nie stało. - odparła. Ominęła matkę i stanęła koło lodówki, otworzyła ją powoli przyglądając się jej zawartość w poszukaniu czegoś słodkiego.- Jestem po prostu głodna.
- Dlatego posprzątałaś pokój, cała górę i nawet zaczęłaś się uczyć? - powiedziała lekko rozbawiona zachowaniem córki.
Osiemnastolatka burknęła pod nosem, niezadowolona. Wyjęła Jabłkowo-cynamonowy jogurt i wsunęła do ust sporą jego zawartość. Wymieniła porozumiewawcze spojrzenie z stojącą w holu blondynką i niczym niewzruszona ruszyła z powrotem w kierunku schodów. Zerknęła za drzwi wyjściowe i przystanęła na chwilę obmyślając plan dalszego działania.
- Przejadę się do miasta. Chcesz czegoś?- zapytała odstawiając jogurt na stojący nieopodal stolik.
- Nie. Wszytko, co było potrzebne kupiłam już wczoraj.- odparła Agnieszka wracając do ówcześnie wykonywanej czynności.
- Jak chcesz.
Anja wyszła na podwórze a jesienny wiatr dmuchną w jej stronę zimnym powietrzem, rozwiewając tym samym jej długie, kasztanowe włosy. Zadrżała mimowolnie i automatycznie opatuliła się ciaśniej czarnym, wełnianym szalikiem. Dziewczyna kochała zimno, nie przeszkadzał jej mróz. Mogłaby wyjść z domu w samej bluzie, lecz mimo swoich upodobań, zawsze nakładała szalik. To była jej nieodzowna część garderoby, kiedy temperatura spadła poniżej 0. Lubiła, gdy w szyje grzeje ją mile ciepło, przy innych częściach ciała nie potrzebowała już tak nadmiernej cieplnej powłoki. Schodząc z marmurowych, pokrytych liśćmi schodów, spojrzała na podjazd, gdzie zostało zaparkowane jej auto. Pierwszy samochód, na który sama zapracowała, sama go utrzymuje i sama o niego dba. Jest jej jedyną rzeczą, która całkowicie jej podlega i ponosi za niego odpowiedzialność. Nikt nie może Go zabrać. Mowa to o czarnym niczym nocne niebo VW Golfie IV. Możnaby stwierdzić, iż jak na siedemnastoletni samochód trzymał się on bardzo dobrze. Żadnej rdzy, wgnieceń ani zadrapań. Nigdy nie uczestniczył w wypadku ani nie przeżył stłuczki. Anja dokłada wszelkich możliwych starań, aby należycie się prezentował. Cotygodniowe mycie, sprzątanie. Systematycznie zmieniała olej i uzupełniała płyny. Jakikolwiek problem z silnikiem, zawieszeniem, delikatna zmiana w jeździe, szarpnięcie "Gulfa" bo tak go pieszczotliwie nazywała, skutkuje natychmiastowym umówieniem się do ulubionego i według niej najzdolniejszego, najuczciwszego i najprzystojniejszego mechanika w mieście.
Szła zima, a z nią ośnieżone i oblodzone drogi. Dla szalonych kierowców był to idealny moment na odstresowanie się. Zazwyczaj, co roku pod koniec listopada i w pierwszych tygodniach grudnia, kiedy to wieczory powoli stają się dłuższe, na nieużywanym lotnisku, za miastem zbierali się znajomi Anji i w blasku pozycyjnych świateł oglądali jak posiadacze tylnego napędu próbują się nie pozabijać. Odpowiednia dawka adrenaliny, dźwięk pracujących silników i nocny klimat był wstanie odprężyć Anje i podarować jej chwile relaksu. Podobnie miał zapowiadać się i ten wieczór.
W momencie, kiedy miała już wsiadać do auta, poczuła wibracje w jednej z kieszeni. Wyciągnęła telefon i szybko przejrzała sms'a. "Dzisiaj jest Vag Spot. Audica do jutra u Karola, ma sprawdzić co z dopływem paliwa. Zajedziesz po mnieee..? " Nadawca wiadomości okazał się Wojtek, przyjaciel z dzieciństwa. Kiedyś nierozłączni, zawsze i wszędzie razem. Sytuacja zmieniła się, w momencie obrania odmiennych ścieżek prowadzących do ich przyszłego zawodu.
Dziewczyna doskonale wiedziała, iż jej przyjaciel nie jest sam, przystanie na prośbę chłopaka, może wiązać się z dość sporą liczbą osób w jej samochodzie. Mimo tego wysłała mu pozytywna odpowiedz.
Wsiadając do Gulfa, strzepała dywaniki z piachu, wrzuciła magazyn NG do bagażnika i ruszyła. Dźwięki Fall Out Boy idealnie wpasowały się w jej humor, pięknie brzmiał z czterech głośników i subwoofera w bagażniku. Lubiła ten stan, kiedy jechała przed siebie w trasę na tyle długą, aby przesłuchać pięciu ulubionych utworów, po czym zajeżdżała po znajomych i rozpoczynała nocną przygodę.
- Zajedźmy do Maca! Proszę, proszę, proszę. Głodny jestem.- odezwał się głos z tyłu, był to Tadek jeden z znajomych Anji.
- Ja nie zajadę? - powiedziała dziewczyna z przekąsem - Jaszka, że zajedziemy. Też się głodna zrobiłam.
- Jak zawsze - wtrącił się Wojtek i roześmiał głośno, po czym zawtórowali mu wszyscy, bez wyjątków.
Zielonooka szybko ustaliła nową trasę i obrała jak najkrótsza drogę do miejsca docelowego. Noc była mroźna i wietrzna, więc postarała się zaparkować blisko wejścia, na szczęście z tym nie było problemu. Całą grupą wkroczyli raźnym krokiem do ciepłego budynku, złożyli zamówienie i czekając na jego realizacje zajęli upodobany sobie wcześniej stolik.
Nieopodal nich siedziała długowłosa brunetka, o azjatyckiej urodzie, delikatnych rysach twarzy i porcelanowej cerze. Była to Kang Je Mi. Anja zlustrowała dziewczynę od góry do dołu. Ubrana w czarną luźną koszulkę, ciemne spodnie i buty na masywnym obcasie, do tego zarzucona na ramiona skórzana kurtka. Owa drobna osoba wydała się nadzwyczaj znajoma dla zielonookiej. Na pozór sprawiała wrażenie oazy spokoju, lecz jej ciemne, onyksowe oczy wpatrzone w swojego rozmówce, iskrzyły się niebezpiecznie za każdym wypowiedzianym przez niego zdaniem. Smukłą, bladą dłonią bawiła się pokrywką od pustego już plastikowego kubka.
W pewnej chwili młoda Dobrzańska zaobserwowała nagłą zmianę w postawie dziewczyny. Stała się wzburzona i nie zwracała uwagi na słowa, szczególnie te niecenzuralne, które dość głośno zaczęła wypowiadać. Zaciekawiona odcięła się od grupy i zaczęła podsłuchiwać. Nie wymagało to wielkiego wysiłku i sprytu. Mężczyzna, z którym osiemnastolatka starała się dojść do porozumienia również dał ponieść się emocjom, przez co jego głos stał się bardzkiej wyrazisty i głębszy.
- Jesteś głupia!- odparł oburzony.
- Nie możesz powiedzieć, że jestem głupia. Możesz powiedzieć, że" Moim zdaniem jesteś głupia".
- No, więc moim zdaniem jesteś głupia!
- A w dupie mam twoje zdanie! - W tym momencie Anja rozbrzmiała gromkim śmiechem, przez chwile miała ochotę na głośny aplauz, lecz w porę się powstrzymała.. Ciemnooka odwróciła się i spojrzała na brunetkę zdziwiona i jakoby lekko wytrącona z amoku. Kojarzyła dziewczynę z pierwszego dnia szkoły, niestety nie było to miłe wspomnienie. Przewodnicząca samorządu posłała jej szeroki uśmiech ukazując tym samym rząd równych, białych zębów. Kang Je Mi zmarszczyła lekko brwi. Nie była zadowolona z faktu, iż ktoś, a zwłaszcza osoba, z którą uczęszcza na zajęcia, podsłuchuje jej prywatną rozmowę. Zdaje sobie sprawę, że mogłam zachować się trochę za głośno, ale żeby od razu się z tego śmiać? Pomyślała.
Sięgnęła po zawieszona na krześle torbę, bez słowa wstała od stolika i pewnym krokiem wyszła z restauracji zastawiając w niej zdezorientowanego chłopaka i nadal lekko rozbawioną Dobrzańską.
Po skończonym posiłku grupa znajomych pojechała w docelowe miejsce. Jak zwykle, nieużywane lotnisko było pełne dobitych beemek, próbujących swoich sił w zdobyciu tytułu mistrza obracania o 180º na wstecznym. Mijając wszystkie możliwe braki w drodze, Anja zaparkowała nie opodal "Cytrynki" Zuzki. Zostawiając postojowe, zabrała kluczyki ze stacyjki, wysiadła. Nie czekając zbyt długo podbiegła do niej przyjaciółka.
- Anka!- krzyknęła Zuza będąc, czymś bardzo rozentuzjazmowana.- Muszę Ci coś natychmiast powiedzieć, chodź tu prędko!
Anja przeprosiła znajomych i oddaliła się wraz z Zuzą w nieco bardziej ustronne miejsce, z dala od ludzi.
- Mhm... Mów, co jest takie ważne - powiedziała zielonooka z lekkim znużeniem.
- Pamiętasz ta nową dziewczynę, która musiałyśmy oprowadzić, ale skończyło się na tym, że tylko ja to zrobiłam, bo ty się wymigałaś, dość banalnym powodem zresztą, i pojechałaś do domu?- powiedziała na jednym wydechu, nie mogąc się doczekać kontynuacji.
- Coś tam mi świta – odparła, coraz bardziej zniecierpliwiona.
- Byłam w nocy w naszym miejscu, wiesz.. Tam nad jeziorem.
W tym momencie Anje ogarnęła emocjonalna pustka. Stała z bezwładnie opuszczonym dłońmi i martwym wzrokiem wpatrywała się w przestrzeń. Niższa blondynka widząc stan przyjaciółki niepewnie pomachała jej przed oczyma, odczekała chwile, aż brunetka wróci do siebie. Nie trwało do długo, już po chwili można było usłyszeć podniesiony głos dziewczyny
- Po pierwsze, po co tam byłaś? Obiecałyśmy sobie już tam nie chodzić.. Po drugie, jakim cudem ta laska się tam znalazła?- jej słowa były pełne smutku przeplecionego z gniewem.
- Em.. Bo nie mogłam spać w nocy, postanowiłam się przejść.. i aż dotarłam tam. -Powiedziała nieco speszona. - Wiem jak to na Ciebie działa.. ale uwierz, że czasem jak tam się wróci to można poczuć oddech dawnych dni..
- Właśnie, dlatego tam nie chodzę. Bo wszystko się przypomina! - przerwała przyjaciółce oburzona. Już odwracała się na pięcie i miała iść w strome znajomych, lecz wtedy Zuza chwyciła ją za rękę
- Poczekaj, wysłuchaj mnie do końca - poprosiła łagodnie.
Anja w geście złości spojrzała wrogo na dziewczynę i niedbale strąciła jej dłoń ze swojego rękawa.
- A więc słucham - powiedziała stanowczo
- Kiedy ją tam zobaczyłam, od razu na myśl przyszła mi Maja... - kontynuując zaobserwowała, że jej brunetka powoli uspakaja się a jej wzrok na powrót stanie się nie obecny i wraca wspomnieniami do minionych lat. - Czy tylko ja to widzę czy tak jest naprawdę? -zapytała niepewnie jednocześnie ściszając głos
Anja myślami wróciła do sytuacji sprzed niecałych dwóch godzin. Kiedy to widząc Kang Je Mi ogarnęło ja nieodparte wrażenie, że spotkała już ową dziewczynę wcześniej. Lecz nie chcąc się do tego przyznać odparła:
- Trochę lepiej znałam od Ciebie Majkę i mówię Ci w post. W żaden sposób nie są one do siebie podobne. Jeśli to wszytko, co chciałaś mi powiedzieć to wybacz, ale wracam do znajomych. Nie przyjechałam tu, aby rozpamiętywać stare dzieje, ale po to, aby się zabawić.- powiedziawszy to, oddaliła się zostawiając Zuzkę, jednocześnie próbując nie myśleć o całej odbytej niedawno rozmowie.