Layout by
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadania. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 lipca 2015

대화 4

   
   Na wstępie przepraszamy za tak długą przerwę ( mamy nadzieje, że ktoś to jeszcze czyta). Rozdział nie jest powalający, można by rzec, iż jest okropny. Niestety na chwile obecna nie powstanie lepszy.
Prosimy również o odrobinę cierpliwości, następne części już powstają i są znacznie bogatsze nie tylko pod względem treści :)
Jeszcze raz prosimy o wyrozumiałość i aby już nie przeciągać, zapraszamy do czytania.

 ..................................................................




     Ostatnie dni listopada. Zima zbliżała się dużymi krokami, a wraz z nią ośnieżone drogi i iskrzący się puch, który jak białym kocem okrywa wszystko wokół. Zegar na pobliskiej wieży ratuszowej wybił 7:30. Młoda dziewczyna o imieniu Kang Je Mi kierowała się właśnie w stronę budynku liceum, gdzie jako pierwsza z lekcji mała odbyć się matematyka, przedmiot znienawidzony przez ponad 89% uczniów.
    Znudzona, niewyspana i obolała, ziewając co chwilę, wolnym krokiem podążała wzdłuż ulicy prowadzącej wprost do wejścia na dziedziniec publicznej placówki. Po niecałych 15 minutach, powolnego spaceru dotarła pod szkolną bramę. Przeciągnęła się, ziewając przy tym głośno i nadal lekko zaspana, przetarła dłonią oczy. Poprawiła założony na ramionach plecak i już chciała przekraczać mury budynku, kiedy zauważyła dwójkę osób stojących nieopodal wejścia. Przyjrzała się nastolatkom. Jedną z osób okazała się być przewodnicząca szkoły: Anja Dobrzyńska. Dziewczyna nie wyglądała lepiej niż Je Mi. Szara cera, podkrążone oczy i postawa wskazująca na brak sił i osłabienie.
      Do uszu młodej Koreanki dobiegały strzępy prowadzonej rozmowy. Zaniepokojona stanem zdrowia wyższej od siebie brunetki, podeszła bliżej w celu podsłuchania rozmowy i ewentualnej pomocy, gdyby osiemnastolatka nagle zemdlała. Z tą własnie myślą, stanęła nieopodal jednego ze starych drzew. Oparłszy się o jego pień, nasłuchiwała i analizowała obserwowaną sytuację.

----------------
    - Chyba mnie nie do końca zrozumiałeś kolego. Między nami nic nigdy nie było, nie jest ani nie będzie, a to, co sobie ubzdurałeś mnie nie obchodzi. Jest jedna, ważna kwestia i lepiej, żebyś przyswoił ją dobrze. Jeżeli jeszcze raz usłyszę od kogoś, że Ty mnie skrycie kochasz, a ja jestem wredną suką bo tego nie odwzajemniam... oświadczam, stracisz męskość co najmniej na tydzień. - Mówiła Anja coraz szybciej i coraz mniej zwracając uwagę na to, czy obrazi swojego rozmówcę - I tak mało tej męskości Ci zostało - Zmierzyła go krytycznym wzrokiem od stóp do głowy, skupiając się na bordowych rurkach z obniżonym stanem, czerwono-czarnej koszuli w kratę i nienagannej fryzurze. Ów chłopak był przystojny i sprawiał wrażenie obytego i inteligentnego ... dopóki się nie odezwał.
      Zdenerwowana  Anja potarła skronie w geście dezaprobaty i  kontynuowała już spokojnie - W każdym bądź razie uprzedzam, pilnuj się. Spróbuj swoich tępych zalotów u innych, bo u mnie nie masz szans. - Po chwili uśmiechnęła się szyderczo i odwróciła na pięcie, zmierzając w stronę szkoły. Jej rozpuszczone włosy rozsypały się po obu stronach ramion a mroźny powiew wiatru i promienie porannego jeszcze słońca pięknie współgrały pozostawiając na nich lekki, mahoniowy połysk. Niestety piękna chwila nie trwała długo. Młoda dziewczyna nie zdążyła zrobić 3 kroków, gdy usłyszała donośny lecz nadal pozornie dziecinny głos zza pleców.
    - U Ciebie żaden facet nie ma szans! Przyznaj się, nie należysz do tych normalnych! - To zbiło Anję z rytmu, szybko się odwróciła i podeszła do chłopaka. Nie wiedziała co zrobić -bronić się czy może pozwolić mu mówić. Reakcja była jednak natychmiastowa, podświadomie ułożyła prawą dłoń w pięść, i wymierzyła w jego policzek pięknego, dostojnego, szybkiego i silnego prawego sierpowego.
    - Nigdy nie waż się mówić do mnie w ten sposób. Nic o mnie kurwa nie wiesz. Jesteś tępym chłoptasiem w markowych ciuszkach!!! - Krzyknęła na powrót pobudzona i zdenerwowana. Pochyliła się nad leżącym na ziemi Damianem i kontynuowała  - Jeżeli usłyszę albo zobaczę, że mnie obgadujesz i kłamiesz na mój temat to pożałujesz. A pamiętaj, że jako przewodnicząca tej jebanej szkoły mam większą władzę niż Ty i twoi znajomi kiedykolwiek będziecie mieli. - Patrzyła na niego rozwścieczona. To był koniec tego tematu, nie miała zamiaru do niego wracać. Była dumna z uderzenia, jednak wyciągnęła do niego dłoń- tą samą, którą jeszcze przed chwilą wymierzyła cios, on patrzył z niedowierzaniem. Anja prychnęła pod nosem, nie lubiła tego gościa, ale też nie była osobą, która jest bezduszna i przez wiele lat umie żywić do kogoś nienawiść. Jak dotąd tylko jedna osobą sobie na to zasłużyła.
   - Wstawaj, nie będziesz tu leżał cały dzień.- Powiedziała wciąż z wyciągniętą dłonią. - Dłużej czekać nie będę. Ludzie już wychodzą a chyba nie chcesz, żeby Cię widzieli w takim stanie?- Zapytała od niechcenia.
     Damian zmieszany zaistniałą sytuacją, pozwolił aby dziewczyna pomogła mu wstać.
   - Odwróć się - Anja po raz kolejny obejrzała chłopaka od stóp do głów, a widząc zabrudzone od upadku spodnie, skinieniem głowy wskazała na jego zabłocone pośladki. - Otrzep się.- odparła tylko i ruszyła w stronę bramy.
    - Nie idziesz na zajęcia?
Nastolatka odwróciła się w stronę nieznajomego przybysza. Pod jednym z dębów, posadzonych na obrzeżach placu, stała  długowłosa brunetka. Z założonymi na piersi rękoma wpatrywała się w młodą Dobrzańską, oczekując przy tym odpowiedzi na zadane wcześniej pytanie. Adresatka owego pytania zmarszczyła lekko brwi, przymknęła powieki i zacisnęła dłonie. Nie była to reakcja, jakiej spodziewała się Je Mi. Coś jej nie pasowało w postawie przewodniczącej. Nie miała jednak czasu na dalsze rozmyślania. Widząc bezwładnie osuwające się na ziemię ciało dziewczyny, najszybciej jak tylko potrafiła, podbiegła do Anji i ze wślizgiem którego pogratulowałby jej sam Ronaldo, uchroniła ją przed niechybnym urazem czaszki. Z zatroskanym wyrazem twarzy wpatrywała się w trzymaną w ramionach brunetkę. Z niejasnych dla niej przyczyn, w danym momencie poczuła w jakiś dziwny, swoisty sposób iż staje się całkowicie bezsilna. Sama nie wiedziała z jakiego powodu, ale poczuła również napływająca złość, która nasilała się w każdej sekundzie. Złościła się na siebie? Na Damiana, który już zniknął za drzwiami wejściowymi, czy może na samą poszkodowaną, która doprowadziła się do takiego stanu? Zrezygnowana, podniosła lekkie ciało Anji i położyła ją na drewnianej ławce, postawionej kilka metrów dalej.

------------

        Siedziały na pożółkniętej trawie, pokrytej złocistymi, suchymi już liśćmi. Jak co roku, w okresie jesiennym, w parku nieopodal potężnej rzeki, trawnik zamieniał się w kilim pomalowany w najróżniejsze odcienie czerwieni i złota.
         Kang Je Mi z opartą głowa na kolanach, w ciszy słuchała trwającego już od kilku minut, monologu Anji, która to siedząc w podobnej pozycji mówiła nieprzerwanie:

     - W życiu poznałam wielu ludzi. I tych, których można określić mianem złych, i tych dobrych. Od każdego się czegoś nauczyłam. Nie zawsze poznawałam ich osobiście- czasem były to tylko historie zasłyszane w busie, na parkingu, przy stoliku obok. Czasem zdania wyjęte z kontekstu. Czasem puste myśli, błądzące pomiędzy wersami piosenek. Pamiętam, jak kilka lat temu jadąc do szkoły, widziałam starszą kobietę na schodach. Akurat stałam na światłach więc mogłam dłużej się jej dłużej przyjrzeć. Była w starych ubraniach ale czystych, widziałam jak zaczepiła chłopaka.. nie wiem miał może z szesnaście/siedemnaście lat. Wydaje mi się, że poprosiła go o coś.. Może o kawałek chleba? Aby jej kupił.. może o wodę? Było już prawie lato, temperatura około 26 stopni, słońce z nieba oświetlało wszystkie najmniejsze, brudne kawałki miasta. Myślałam, że zachowa się jak na kulturalnego człowieka przystało. Nie zawsze ma się pieniądze. Nie zawsze można pójść i coś kupić.. ale on nie był do niej w porządku. Mała kobieta, starsza pani, chudzinka taka że wiele modelek by jej zazdrościło figury ale modelki z własnego wyboru nie jedzą, ta pani nie miała wyboru. Widziałam, jak zaczął do niej się rzucać, że jak ona może do niego zagadywać, że kim to on nie jest. Czekałam na tych światłach i już byłam spóźniona do szkoły, ale zeszłam z roweru i podeszłam szybkim krokiem do niego.. Widziałam jak się na niej wyżywał- nie fizycznie, bo dawno bym zawołała o pomoc (miałam około 14 lat, teraz bym po prostu go uderzyła z maksymalną siłą) a psychicznie. Darł się jak stara ścierka kuchenna, nie przestawał. Nie mogłam tego zrozumieć. Czym ta kobieta zawiniła? Patrzyłam na nią i było mi bardzo źle. Rzuciłam rowerem i-mając te czternaście lat, ledwo metr sześćdziesiąt wzrostu i czterdzieści osiem kilo wagi-popchnęłam go. Odepchnęłam z całej siły. Potknął się i upadł. Popatrzył zdziwiony i otworzył szeroko usta. Nie wiedziałam co teraz zrobi. Bałam się, ale nie pokazałam tego po sobie. On zaczął coś krzyczeć, że co ja robię.. Pamiętam jak powiedziałam, że jeżeli ma jakiś problem to niech ze mną się zmierzy. Takie małe chuchro. Gdy wiatr mocniejszy wiał to musiałam dobrze trzymać się powierzchni bo odlatywałam. Stanęłam i patrzyłam na niego groźnie. Zapomniałam dodać, że to było wczesne popołudnie, godzina trzynasta, może czternasta. Centrum miasta. Sporo ludzi w koło. Wiele kobiet i mężczyzn, o wiele starszych ode mnie, którzy tylko przechodzili obok i mieli gdzieś, co musi czuć ta kobieta. On z rozdziawioną buzią wstał, otrzepał się, popatrzył na mnie ze złością i poszedł. Nic nie mówił, bo ta akcja zwróciła uwagę nie tylko przechodniów, ale też kierowców i osób w autobusie... Pewnie zastanawiasz się po co Ci to opowiadam, nie? - Przerwała na chwilę. Spojrzała w blade oblicze oraz ciemne oczy swojej towarzyszki i uśmiechnęła się smutno. Kontynuowała- Wtedy zrozumiałam, że ludzie są okropni. Egoistyczni. Narcystyczni. Dbają tylko o siebie. Bolała mnie ta myśl. Bo czemu człowiek może wyżywać się na innym człowieku? Hah, sama nie jestem lepsza... Zastanawiam się, czemu to człowiek innemu człowiekowi tworzy takie piekło? Czemu wielu ludzi ocenia drugiego po okładce, po tym jak wygląda... przecież wygląd nic nie znaczy. Mogę być super inteligentna, opanować nauki Platona, być jego uczniem, posiadać wiedzę o życiu większą niż wszyscy socjolodzy razem wzięci, a mimo to- gdy założę na siebie coś co nie jest modne... nie zrobię makijażu, nie ułożę włosów, nie wyczyszczę butów to ludzie będą krzywo patrzeć. Uznają, że jestem wariatką, że nie warto się ze mną zadawać. Czemu tak jest? - Na powrót spojrzała na siedzącą przy jej boku dziewczynę. Tym razem, jej oczy były przeszklone łzami, nie kryła już uczuć i żalu. Czuła, że teraz potrzebuje nie tylko wysłuchania ale i odrobiny ciepła.  - Czemu ludzie nie mogą zaakceptować inności? Czemu nie akceptują mnie taką, jaka jestem w rzeczywistości? Czemu szepczą... Ukrycie się śmieją... - Zamilkłą, przymknęła powieki, a po jej zaróżowionych o wiatru i mrozu policzkach spływały, pojedyncze, słone łzy. Niespodziewanie poczuła, jak czyjaś drobna i ciepła dłoń, głaszcze ją po włosach i lekko tuli do siebie. Automatycznie złapała się kurczowo wełnianego swetra Je Mi i wtuliła się w nią. Wyczuła w materiale zapach czekolady i pomarańczy. Kącik jej ust poszybował lekko w górę. Nie wiedzieć czemu, zaznała poczucia bezpieczeństwa, stała się spokojniejsza i rozluźniona. Nie chciała już nic zdradzać. O jej przeszłości wiedziało tylko kilkuosobowe grono znajomych, którzy byli dla niej całym wsparciem w ciężkich chwilach. Teraz jednak wystarczyła jej ta krótka chwila, aby zdać sobie sprawę z tego, że jest się zrozumiałym. Przy tej nieznanej dotychczas osobie...
 ----------

Godzina 21.36

       Obie brunetki szły w cieszy, spoglądając w niebieskie sklepienie pokryte już ciemnym jedwabiem i lśniącymi gwizdami. Bezchmurna noc, tak rzadko spotykana w tym czasie. Srebrny  księżyc, wiszący pomiędzy Wenus a horyzontem, oświetlał swym blaskiem drogę którą kroczyły obie dziewczyny.

   - Tu mieszkam. - odparła Anja. Przystając nieopodal bramy prowadzącej do posiadłości zamieszkałej przed Państwa Dobrzańskich. - Dzięki, że mnie odprowadziłaś, nie musiałaś tego robić.
Je Mi pokręciła przecząco głową po czym uśmiechnęła się ciepło do dziewczyny
    - Musiałam - odparła melodyjnie. - Nie masz za co dziękować. Zamiast tego powiedz mi lepiej jak mam dojść na najbliższy przystanek.
    - Pójdziesz prosto tą drogą a potem skręcisz w prawo- tłumaczyła,- Może jednak podprowadzę Cię. Kto wie czy nie zaatakuje Cię coś w tych krzakach - mówiąc to, wskazała głowa na krzewy rosnące tuż przy piaskowej drodze.
Po okolicy rozbrzmiał echem radosny, miękki śmiech  Je Mi. Anja spojrzała na nią zdziwiona, lecz po chwili przymknęła powieki a na jej usta wypłynął subtelny uśmiech. Polubiła tą nową dziewczynę. Miała w sobie coś, co nie pozwalało, aby jej towarzysz poczuł smutek czy bezradność. Promieniała wręcz niezwykłą, dobrą energią.
    - Spokojnie, dam sobie radę. Jak zaatakuje mnie jakiś bezpański pies, to po prostu wrócę tu i będziesz mnie musiała znosić aż do wczesnego ranka. Co ty na to?
Przewodnicząca szkoły pokiwała tylko na znak zgody. Po czym niepewnie podeszła do nastolatki i przytuliła ją na pożegnanie. Je Mi, zauważywszy niepewność w poczynaniach dziewczyny, śmiało oddała uścisk i poczochrała jej włosy na głowie uśmiechając się przy tym wesoło.
    - To do zobaczenia w poniedziałek? - zapytała wyższa brunetka.
    - Tak, do poniedziałku. Nie zapomnij się wyspać. Żebyś mi nie zasłabła tak jak dzisiaj. Tak w ogóle to jaki ty przykład dajesz? Hmmm? Przewodnicząca powinna być odpowiedzialna nie tylko za innych, ale i za siebie, można powiedzieć, że w szczególności. - mówiła z lekkim przekąsem i wyczuwalnym rozbawieniem. Chciała pobudzić i rozweselić Anję. Zadziałało. Młoda Dobrzańska już podniosła rękę, by wymierzyć sprawiedliwego kuksańca za zniewagę, lecz Je Mi zwinnie odskoczyła i- udając, że ucieka od wymiaru sprawiedliwości- oddaliła się o kilka metrów. Przystanęła jednak po chwili, odwróciła się w stronę Anji i pomachała jej na pożegnanie. Ta tylko machała ręką na znak, aby sobie już szła i z lekkim sercem wkroczyła na podjazd prowadzący do frontowego wejścia. Była spokojna, pierwszy raz od 6 miesięcy nic nie mąciło jej myśli. Z uśmiechem na ustach zamknęła za sobą drzwi.

niedziela, 8 marca 2015

대화 3

  - "Niektórym ludziom pisane jest się spotkać. Niezależnie od tego, gdzie się znajdują czy dokąd się wybierają, któregoś dnia na siebie wpadną". -Anja odłożyła książkę i wyjrzała przez okno na północną cześć posiadłości. W oddali, na środku dużego angielskiego ogrodu, stała drewniana, niezbyt duża altana. Dzięki ciepłym, wieczornym już promieniom zachodzącego słońca, które odbijały się od białych, malowanych desek, sama altana dawała wrażenie blasku i rozświetlała ogród wkoło.
     Zielonooka  zeszła z parapetu i westchnęła głośno. Sobota, dzień jak każdy inny. Nikt nie spodziewał się, że akurat ta, może różnić się od poprzednich. Tak samo było z Anją. Od samego rana nie mogła zaleźć sobie miejsca w domu. Krążyła po pokoju starając się usilnie zająć myśli czymś pożytecznym. Odkurzyła podłogi, umyła okna, powycierała kurze i wysprzątała wszystkie łazienki na piętrze.
     Teraz miała chwilę tylko dla siebie. Wyszła z sypialni i usiadła w swojej ukochanej biblioteczce, otworzyła kilka książek i zaczęła czytać potencjalne zagadnienie, które mogą okazać się pomocne na zbliżającym się egzaminie
     Co ja wyprawiam?! Od kiedy to niby się do czegoś uczę! Skarciła się w myślach. Podenerwowana odłożyła niedbale pomoce naukowe i szybkim krokiem wyszła z pokoju trzaskając przy tym potężnymi, hebanowymi drzwiami.
   - Coś się stało?- spytała stojącą w kuchni pani domu. Agnieszka Dobrzańska, matka Anji. Była to kobieta młoda, piękna, o nienagannej figurze. Jej naturalne, sięgające do ramion blond włosy, wspaniale komponowały się z zawsze ułożonymi w uśmiech malinowymi ustami i radosnym spojrzeniem zielonych oczu.
     Pomimo, że miała zaledwie trzydzieści osiem lat, posiadała już własną kancelarie prawniczą. A po pracy pomagała mężowi w zarządzaniu ich drugą firmą: siłownią. Anja zawsze uważała, że jej matka jest przykładem wszelkich ideałów, mimo, że nie zawsze ich relacje były pozbawione sprzeczek i zgrzytów. Wręcz przeciwnie, nie było tygodnia bez sporów i niepotrzebnie wypowiedzianych słów. Nie zmieniało to jednak uczuć, jakim się obdarowywały na każdym kroku. Spojrzenie pełne skruchy i miłości, po przeżytej kłótni, było bardziej szczere niż jakiekolwiek wypowiedziane słowa.
   - Nic się nie stało. - odparła. Ominęła matkę i stanęła koło lodówki, otworzyła ją  powoli przyglądając się jej zawartość w poszukaniu czegoś słodkiego.- Jestem po prostu głodna.
   - Dlatego posprzątałaś pokój, cała górę i nawet zaczęłaś się uczyć? - powiedziała lekko rozbawiona zachowaniem córki.
Osiemnastolatka burknęła pod nosem, niezadowolona. Wyjęła Jabłkowo-cynamonowy jogurt i wsunęła do ust sporą jego zawartość. Wymieniła porozumiewawcze spojrzenie z stojącą w holu blondynką i niczym niewzruszona ruszyła z powrotem w kierunku schodów. Zerknęła za drzwi wyjściowe i przystanęła na chwilę obmyślając plan dalszego działania.
   - Przejadę się do miasta. Chcesz czegoś?- zapytała odstawiając jogurt na stojący nieopodal stolik.
   - Nie. Wszytko, co było potrzebne kupiłam już wczoraj.- odparła Agnieszka wracając do ówcześnie wykonywanej czynności.
   - Jak chcesz.

     Anja wyszła na podwórze a jesienny wiatr dmuchną w jej stronę zimnym powietrzem, rozwiewając tym samym jej długie, kasztanowe włosy. Zadrżała mimowolnie i automatycznie opatuliła się ciaśniej czarnym, wełnianym szalikiem. Dziewczyna kochała zimno, nie przeszkadzał jej mróz. Mogłaby wyjść z domu w samej bluzie, lecz mimo swoich upodobań, zawsze nakładała szalik. To była jej nieodzowna część garderoby, kiedy temperatura spadła poniżej 0. Lubiła, gdy w szyje grzeje ją mile ciepło, przy innych częściach ciała nie potrzebowała już tak  nadmiernej cieplnej powłoki. Schodząc z marmurowych, pokrytych liśćmi schodów, spojrzała na podjazd, gdzie zostało zaparkowane jej auto. Pierwszy samochód, na który sama zapracowała, sama go utrzymuje i sama o niego dba. Jest jej jedyną rzeczą, która całkowicie jej podlega i ponosi za niego odpowiedzialność. Nikt nie może Go zabrać. Mowa to o czarnym niczym nocne niebo VW Golfie IV. Możnaby stwierdzić, iż jak na siedemnastoletni samochód trzymał się on bardzo dobrze. Żadnej rdzy, wgnieceń ani zadrapań. Nigdy nie uczestniczył w wypadku ani nie przeżył stłuczki. Anja dokłada wszelkich możliwych starań, aby należycie się prezentował. Cotygodniowe mycie, sprzątanie. Systematycznie zmieniała olej i uzupełniała płyny. Jakikolwiek problem z silnikiem, zawieszeniem, delikatna zmiana w jeździe, szarpnięcie "Gulfa" bo tak go pieszczotliwie nazywała, skutkuje natychmiastowym umówieniem się do ulubionego i według niej najzdolniejszego, najuczciwszego i najprzystojniejszego mechanika w mieście.
     Szła zima, a z nią ośnieżone i oblodzone drogi. Dla szalonych kierowców był to idealny moment  na odstresowanie się. Zazwyczaj, co roku pod koniec listopada i w pierwszych tygodniach grudnia, kiedy to wieczory powoli stają się dłuższe, na nieużywanym lotnisku, za miastem zbierali się znajomi Anji i w blasku pozycyjnych świateł oglądali jak posiadacze tylnego napędu próbują się nie pozabijać. Odpowiednia dawka adrenaliny, dźwięk pracujących silników i nocny klimat był wstanie odprężyć Anje i podarować jej chwile relaksu. Podobnie miał zapowiadać się i ten wieczór.
     W momencie, kiedy miała już wsiadać do auta, poczuła wibracje w jednej z kieszeni. Wyciągnęła telefon i szybko przejrzała sms'a. "Dzisiaj jest Vag Spot. Audica do jutra u Karola, ma sprawdzić co z dopływem paliwa. Zajedziesz po mnieee..? " Nadawca wiadomości okazał się Wojtek, przyjaciel z dzieciństwa. Kiedyś nierozłączni, zawsze i wszędzie razem. Sytuacja zmieniła się, w momencie obrania odmiennych ścieżek prowadzących do ich przyszłego zawodu.
     Dziewczyna doskonale wiedziała, iż jej przyjaciel nie jest sam, przystanie na prośbę chłopaka, może wiązać się z dość sporą liczbą osób w jej samochodzie. Mimo tego wysłała mu pozytywna odpowiedz.  
     Wsiadając do Gulfa, strzepała dywaniki z piachu, wrzuciła magazyn NG do bagażnika i ruszyła. Dźwięki Fall Out Boy idealnie wpasowały się w jej humor, pięknie brzmiał z czterech głośników i subwoofera w bagażniku. Lubiła ten stan, kiedy jechała przed siebie w trasę na tyle długą, aby przesłuchać pięciu ulubionych utworów, po czym zajeżdżała po znajomych i rozpoczynała nocną przygodę.
   - Zajedźmy do Maca! Proszę, proszę, proszę. Głodny jestem.- odezwał się głos z tyłu, był to Tadek jeden z znajomych Anji.
   - Ja nie zajadę? - powiedziała dziewczyna z przekąsem - Jaszka, że zajedziemy. Też się głodna zrobiłam.
   - Jak zawsze - wtrącił się Wojtek i roześmiał głośno, po czym zawtórowali mu wszyscy, bez wyjątków.
Zielonooka szybko ustaliła nową trasę i obrała jak najkrótsza drogę do miejsca docelowego. Noc była mroźna i wietrzna, więc postarała się zaparkować blisko wejścia, na szczęście z tym nie było problemu. Całą grupą wkroczyli raźnym krokiem  do ciepłego budynku, złożyli zamówienie i czekając na jego realizacje zajęli upodobany sobie wcześniej stolik.
     Nieopodal nich siedziała długowłosa brunetka, o azjatyckiej urodzie, delikatnych rysach twarzy i porcelanowej cerze. Była to Kang Je Mi. Anja zlustrowała dziewczynę od góry do dołu. Ubrana w czarną luźną koszulkę, ciemne spodnie i buty na masywnym obcasie, do tego zarzucona na ramiona skórzana kurtka. Owa drobna osoba wydała się nadzwyczaj znajoma dla zielonookiej. Na pozór sprawiała wrażenie oazy spokoju, lecz jej ciemne, onyksowe oczy wpatrzone w swojego rozmówce, iskrzyły się niebezpiecznie za każdym wypowiedzianym przez niego zdaniem. Smukłą, bladą dłonią bawiła się pokrywką od pustego już plastikowego kubka.
     W pewnej chwili młoda Dobrzańska zaobserwowała nagłą zmianę w postawie dziewczyny. Stała się wzburzona i nie zwracała uwagi na słowa, szczególnie te niecenzuralne, które dość głośno zaczęła wypowiadać. Zaciekawiona  odcięła się od grupy i zaczęła podsłuchiwać. Nie wymagało to wielkiego wysiłku i sprytu. Mężczyzna, z którym osiemnastolatka starała się dojść do porozumienia  również dał ponieść się emocjom, przez co jego głos stał się bardzkiej wyrazisty i głębszy.
   - Jesteś głupia!- odparł oburzony.
   - Nie możesz powiedzieć, że jestem głupia. Możesz powiedzieć, że" Moim zdaniem jesteś głupia".
   - No, więc moim zdaniem jesteś głupia!
   - A w dupie mam twoje zdanie! -  W tym momencie Anja rozbrzmiała gromkim śmiechem, przez chwile miała ochotę na głośny aplauz, lecz w porę się powstrzymała.. Ciemnooka odwróciła się i spojrzała na brunetkę zdziwiona i jakoby lekko wytrącona z amoku. Kojarzyła dziewczynę z pierwszego dnia szkoły, niestety nie było to miłe wspomnienie. Przewodnicząca samorządu  posłała jej szeroki uśmiech ukazując tym samym rząd równych, białych zębów.  Kang Je Mi zmarszczyła lekko brwi. Nie była zadowolona z faktu, iż ktoś, a zwłaszcza osoba, z którą uczęszcza na zajęcia, podsłuchuje jej prywatną rozmowę. Zdaje sobie sprawę, że mogłam zachować się trochę za głośno, ale żeby od razu się z tego śmiać? Pomyślała.
     Sięgnęła po zawieszona na krześle torbę, bez słowa wstała od stolika i pewnym krokiem wyszła z restauracji zastawiając w niej zdezorientowanego chłopaka i nadal lekko rozbawioną Dobrzańską.
     Po skończonym posiłku grupa znajomych pojechała w docelowe miejsce. Jak zwykle, nieużywane lotnisko było pełne dobitych beemek, próbujących swoich sił w zdobyciu tytułu mistrza obracania o 180º na wstecznym. Mijając wszystkie możliwe braki w drodze, Anja zaparkowała nie opodal "Cytrynki" Zuzki. Zostawiając postojowe, zabrała kluczyki ze stacyjki, wysiadła. Nie czekając zbyt długo podbiegła do niej przyjaciółka.
   - Anka!- krzyknęła Zuza będąc, czymś bardzo rozentuzjazmowana.- Muszę Ci coś natychmiast powiedzieć, chodź tu prędko!
     Anja przeprosiła znajomych i oddaliła się wraz z Zuzą w nieco bardziej ustronne miejsce, z dala od ludzi.
  - Mhm... Mów, co jest takie ważne - powiedziała zielonooka z lekkim znużeniem.
   - Pamiętasz ta nową dziewczynę, która musiałyśmy oprowadzić, ale skończyło się na tym, że tylko ja to zrobiłam, bo ty się wymigałaś, dość banalnym powodem zresztą, i pojechałaś do domu?- powiedziała na jednym wydechu, nie mogąc się doczekać kontynuacji.
   - Coś tam mi świta – odparła, coraz bardziej zniecierpliwiona.
   - Byłam w nocy w naszym miejscu, wiesz.. Tam nad jeziorem.
  W tym momencie Anje ogarnęła emocjonalna pustka. Stała z bezwładnie opuszczonym dłońmi i martwym wzrokiem wpatrywała się w przestrzeń. Niższa blondynka widząc stan przyjaciółki niepewnie pomachała jej przed oczyma, odczekała chwile, aż brunetka wróci do siebie. Nie trwało do długo, już po chwili można było usłyszeć podniesiony głos dziewczyny
   - Po pierwsze, po co tam byłaś? Obiecałyśmy sobie już tam nie chodzić.. Po drugie, jakim cudem ta laska się tam znalazła?- jej słowa były pełne smutku przeplecionego z gniewem.
   - Em.. Bo nie mogłam spać w nocy, postanowiłam się przejść.. i aż dotarłam tam. -Powiedziała nieco speszona. - Wiem jak to na Ciebie działa.. ale uwierz, że czasem jak tam się wróci to można poczuć oddech dawnych dni..
  - Właśnie, dlatego tam nie chodzę. Bo wszystko się przypomina! - przerwała przyjaciółce oburzona.  Już odwracała się na pięcie i miała iść w strome znajomych, lecz wtedy Zuza chwyciła ją za rękę
  - Poczekaj, wysłuchaj mnie do końca - poprosiła łagodnie.
Anja w geście złości spojrzała wrogo na dziewczynę i niedbale strąciła jej dłoń ze swojego rękawa.
  - A więc słucham - powiedziała stanowczo
  - Kiedy ją tam zobaczyłam, od razu na myśl przyszła mi Maja... - kontynuując  zaobserwowała, że jej brunetka powoli uspakaja się a jej wzrok na powrót stanie się nie obecny i wraca wspomnieniami do minionych lat. - Czy tylko ja to widzę czy tak jest naprawdę? -zapytała niepewnie jednocześnie ściszając głos
     Anja myślami wróciła do sytuacji sprzed niecałych dwóch godzin. Kiedy to widząc Kang Je Mi  ogarnęło ja nieodparte wrażenie, że spotkała już ową dziewczynę wcześniej. Lecz nie chcąc się do tego przyznać odparła:
  - Trochę lepiej znałam od Ciebie Majkę i mówię Ci w post. W żaden sposób nie są one do siebie podobne. Jeśli to wszytko, co chciałaś mi powiedzieć to wybacz, ale wracam do znajomych. Nie przyjechałam tu, aby rozpamiętywać stare dzieje, ale po to, aby się zabawić.- powiedziawszy to, oddaliła się zostawiając Zuzkę, jednocześnie próbując nie myśleć o całej odbytej niedawno rozmowie.

niedziela, 15 lutego 2015

대화 2

 

     Znów nie mogła zasnąć. Kolejna noc bez zmrużenia oka. Wszystko zaczęło się komplikować od dnia, w którym rozpoczęła naukę w nowej szkole. Przetarła dłonią przekrwione już oczy, po czym wzięła głęboki wdech i po chwili ze świstem wypuścić powietrze. Powtórzyła tą czynność kilkakrotnie mając nadzieje, że to ukoi, w choć najdrobniejszym stopniu jej poplątane myśli. Potrzebowała teraz spokoju i wyciszenia, ale jak miała to odnaleźć, kiedy z salonu dobiegał wszelkie możliwe głosy obecnych tam ludzi?
     Od ponad tygodnia jej ojczym będący wysoko postawionym detektywem, wraz ze swoimi podwładnymi omawiali sprawę morderstwa pewnej dwudziestko-trzy letniej kobiety, którą znaleźli w lesie, nieopodal miasta. Tak się złożyło, że z powodu pewnego nadpobudliwego nastolatka, który wrzucił do budynku policji własnoręcznie zrobioną bombę, pracownicy nie są w stanie wykorzystać obiektu do jakichkolwiek działań. Szef oddziału postanowił, że nie maja innego wyjścia i będzie organizować spotkania w domu. 
     Po godzinie 21.30 Od kilku dni do domu Państwa Smolińskich, codziennie przybywało około 15 mężczyzn i omawiając wszelkie spawy, przesiadywali do późnych godzi a czasami nawet do samego rana.
     Kang Je Mi skuliła się do pozycji embrionalnej i zaciskając place na pościeli. Poczuła nieodpartą chęć wyrażenia w jakikolwiek sposób frustracji, która ją owładnęła. Pragnęła się komuś wyżalić. Nie czuła się swobodnie w obcym środowisku. Tego miejsca nie mogła nazwać domem. Pomimo iż była  tu z matką i otaczały ją wszystkie potrzebne rzeczy. Nie umiała pogodzić się z myślą długotrwałego rozstania z poprzednim życiem i ludźmi, których obdarowywała choćby najmniejszym uczuciem. Brakowało jej tego.
     Sięgnęła pod poduszkę i wyciągnęła ówcześnie schowany tam telefon. Płynnym ruchem odblokowała ekran z zamiarem sprawdzenia godziny. Zamiast niej ujrzała tylko jasną plamę. Zmrużyła niezadowolona oczy i odczekała chwilę, aż jej wzrok przyzwyczai się do światła. Dopiero potem zerknęła jeszcze raz na wyświetlacz. Zgar wskazywał 02:47. Westchnęła żałośnie. Co mam ze sobą teraz począć. Pomyślała.
     Usiadła na skraju łóżka, zwiesiła nogi i wolno przesuwała się, aż w końcu jej stopy dotknęły zimnych paneli. Wzdrygną się nieznacznie, potarła ramiona dłońmi i pomału spróbowała oswajać się z uczuciem chłodu. Smętnym i powłóczystym krokiem skierowała się do łazienki, położyła ręce na umywalkę i spojrzała w lustro. Nie był to przyjemny widok. Wyglądała raczej na czterdzieści osiem niż na swoje osiemnaście. Mimo to wpatrywała się uparcie w swoje odbicie doszukując się w nim  jakichkolwiek oznak dawnej siebie. Widziała w szklanej powłoce osobę zmęczoną, z ciemnymi śladami pod oczami, z poszarzałą cerą i kilkoma pojedynczymi, siwymi włosami. Nic więcej. 
     Zrezygnowana wyszła z łazienki, rozejrzała się po pokoju a kiedy znalazła zawieszoną na krześle, ulubiona bluzę, zgarnęła ją pospiesznie i zeszła na dół. Delikatnie i jak najciszej stąpała po drewnianych schodach mając nadzieje, że przemknie niepostrzeżenie pomiędzy kuchnią a salonem.    
  - Gdzie się wybierasz o takiej porze młoda damo?
Je Mi zatrzymała się w pół kroku, odwróciła głowę i spojrzała na postawnego, trochę już sędziwego dżentelmena.  Na oko sześćdziesięcioletni mężczyzna uśmiechał się ciepło. Pan Zbigniew Fic, gdyż tak właśnie miał na imię ów jegomość, był człowiekiem ułożonym i opanowanym. Specjalista w wykonywanym prze siebie zawodzie a nade wszytko, był osobą uczciwą i kochającą. Często pojawiał się w domu Państwa Smolińskich. Dla samej głowy rodziny ten właśnie mężczyzna był prawie jak ojciec, którego stracił za młodu.    Przyłożył rękę do ust i wyszeptał niezwykle czymś rozbawiony.
  - Czyżby się to uciekało do chłopaka, usychasz z miłości? - powiedział podchodząc. 
  - Nie proszę Pana. Jeśli mam być szczera - wyprostowała się i spokojnie kontynuowała - Są Panowie za głośno. Nie mogę zasnąć. 
 Pan Zbigniew zerkną na młodą dziewczynę bystrym okiem, a widząc wyczerpanie malujące się na jej twarzy, spoważniał i pogłaskał ją po miękkich, prostych kasztanowych włosach. 
  - Możesz iść się przewietrzyć. Nic nikomu nie powiem. Jak wrócisz to będziemy zachowywali się najciszej jak tylko potrafimy. 
  - Dziękuję - odparła z wdzięcznością. Nasunęła tenisówki i zarzuciła na ramiona skórzaną kurtkę. Kiwnięciem głowy pożegnała się z mężczyzną i wyszła z domu.

   Jesień w tym roku byłą przyjemna i nadzwyczaj ciepła. Za dnia mile grzało słońce a jego promienie przebijały się prze złociste korny drzew. Wiatr porywał do tańca poczerwieniałe już liście dębu, tworząc tym samym rozmaicie kolorowy deszcz. Ptaki śpiewały wesoło lecąc po bezchmurnym niebie a dzieci biegały lub zbierały kasztany w miejskim parku. Po wieczór zaś wszytko milkło. Gwar miasta, rozmowy ludzi, niepotrzebne hałasy i nawet sama przyroda jakoby zapadał w nocy sen Tylko lekki powiew, raz po raz przypomniał o swoim istnieniu szeleszcząc pomiędzy gałęziami.  
     Kang Je Mi kroczyła oświetloną ścieżka przyglądając się mijanej okolic. Od strony centrum rozciągała się na niebie świetlista łuna o łagodnym oranżowym odcieniu. Osiemnastolatka minęła burżuazyjne domki jednorodzinne, gdzie właściciele przywiązywali ogromną wagę, do własnych ogródków i całej tej zewnętrznej oprawy. Chwilę później, znalazła się w wąskich uliczkach pomiędzy starymi ceglastymi kamienicami. Kierując się w głąb jednej z alejek, przez myśl przemokło jej, iż zbyt szybko zmienia się otoczenie i samą klasyfikacje na warstwy społeczne, widać goły okiem. Wychodząc z pomiędzy budynków trafiła na wydeptana w trawie ścieżkę. Prowadziła ona w stronę ciemnego zagajnika, położonego na skraju miasta. Popchnięta swoistego rodzaju ciekawością, ruszyła w jego stronę, próbując przy tym dostrzec coś pomiędzy gęstymi zaroślami.
     Po wejściu wpośród potężne graby, lipy i klony zatrzymała się w miejscu i zauroczona, chłonęła wzrokiem piękny, wręcz bajkowy krajobraz rozciągający się po jej obu stronach. Pomiędzy drzewami znajdowało się małe jezioro a nieopodal niego widniały ruiny, kiedyś zapewne budzącej respekt i zachwyt budowli. Po bliższym przyjrzeniu się, można było spostrzec, iż pomimo, że miejsce to zostało zapomniane prze człowieka, cała fauna i flora żyje i rozwija się nadając temu otoczeniu pewną, tajemniczą aurę.
     Długowłosa dziewczyna zbliżyła się do tafli jeziora i usiadła przy jej brzegu. Na krystalicznie czystej wodzie pływały opadłe już złociste liście, a jasny blask księżyca odbijał się o nieskazitelnie równą i spokojną powierzchnie.
  - Co ty tutaj robisz? - w cichej przestrzeń rozniósł się melodyjny głos nowo przybyłej osoby.


piątek, 23 stycznia 2015

Chwilowa niemoc...

Od czego by tu zacząć? 
Może od tego, że przepraszam? 
Nowy post nie pojawił się w poprzednią sobotę i nie pojawi się również w następną.
Dlaczego? 
Powód jest porosty i niektórym znany, egzaminy i sesje mam. 
Dopóki nie pozdajemy wszystkiego chociaż na 3, nic nowego się nie pojawi. 
Po wszystkim, mamy zamiar odnowić poprzednie rozdział.Tak wiec czeka nas sporo pracy. 
Mamy nadzieje, że będziecie przy nas i nie zostawicie samych z tym wszystkim. 

Pozdrawiamy. S&A

niedziela, 28 grudnia 2014

Nominacja Liebster Award


Na samym początku chciałybyśmy podziękować za otrzymaną nominacji, 
Dziękujemy Little Shadow. Miło, że ktoś docenia nasze starania. 


Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

Zadane pytania i  nasze odpowiedzi:

1. Co najbardziej lubisz robić?
    #Jeść, jeździć samochodem i oglądać gwiazdy.
2. Jakie książki najchętniej czytasz?
    #Fantasy
3. Jakie jest twoje marzenie?
    #Mieć kolekcje klasków.
4. Kogo podziwiasz?
    #Dużo osób, nie mam jednego autorytetu.
5. Dlaczego piszesz bloga?
    #Bo wyraża to moje emocje.
6. Czym dla ciebie jest przyjaźń?
    #Wszystkim
7. Skąd czerpiesz inspiracje?
    # Z wnętrza umysłu, tumblra, i własnego życia
8. Jakie niebo wolisz nocne czy dzienne?
    #Nocne
9. Jesteś rannym ptaszkiem czy nocnym markiem?
    #Ani jedno ani drugie, zależny od tego czy idę na uczelnie czy nie :)
10. Lubisz czekoladę i żelki?
    #Nie
11. czego się najbardziej boisz?
    #Boje się tego, że jeśli strach mnie opęta to nie będę wstanie podjąć żadnych sensownych środków do działania. Ten stan mnie przeraża.

Nominujemy :

http://moment-sora.blogspot.com/
http://historia-jakich-wiele.blogspot.com
http://anna-woszczenko-fotografie.blogspot.com/
http://kawoholic.blogspot.com/
http://melodie-serc.blogspot.com/
http://poranne-rozmowy.blogspot.com/
http://mallaroy.blogspot.com/
http://zagubiony-szalik.blogspot.com
http://ballerina-fanfiction.blogspot.com/
http://dwa-zagubione-serca.blogspot.com/
http://najjasniejsza-gwiazda.blogspot.com/

Nasze pytania:

1. Jak się motywujesz?
2.  Twój próg bólu?
3.  Marzenie z dzieciństwa?
4. Chevrolet Camaro SS z 1969 czy Ford Mustang z 1967?
5. Czego żałujesz w życiu?
6. Ulubiony zapach i dźwięk?
7.  Miłość czy przyjaźni a może zemsta?
8. Pierwsza czynność po przebudzeniu?
9. Gdyby była możliwość cofnięcia czasu…?
10. Za co kochasz, lubisz, szanujesz?
11. Na co będziesz spoglądać za 15 lat?




piątek, 25 kwietnia 2014

프롤로그 ( Prolog )



" Kocham Cię."
" Nie zapomnij o mnie."
W pewną mroźna i wietrzną noc, w pokoju ciemnowłosej nastolatki rozbrzmiał trzask tłuczonego szkła. Dziewczyna owładnięta wspomnieniami, stała przez rozbitym lustrem, które jeszcze chwile temu wisiało na ścianie obok jej łóżka. Z jej zaciśniętych pięści powoli i bezwładnie sączyła się bordowo-burgundowa ciecz. Idealnie kontrastując z jej bladą skórą. 
- Nie zapomnę, obiecuję- wyszeptała, a jej melodyjny głos rozniósł się echem po ścianach pustego pokoju.

------ ------- ------------ -----------

- Zuza wstawaj, spóźnisz się a przecież miałaś jeszcze zajechać po Anję! - Z parteru dobiegał głos pewnej kobiety.
Owa wołana dziewczyna przeciągnęła się ziewając przy tym głośno i podrapała się po, już i tak niedbale ułożonych włosach.
Spojrzała na zegarek, zamrugała kilka razy, aby upewnić się, że na pewno widniej na nim 8.42. Nie minęła chwila, kiedy wyrwała z pod kołdry, o mało nie potykając się o własne nogi i cudem unikając bliskiego powitania z podłogą. Szybko pozbierała potrzebne rzeczy i przeklinając siarczyście zbiegła na dół.

------ -------- --------- ------------

Lotnisko. Godzina 9.40
Na pozór drobna i filigranowa brunetka, kroczyła przez budynek miejskiego lotniska z dwoma pokaźnymi walizkami i niekrytym grymasem na twarzy. " 내가 왜 동의합니까?! ( Dlaczego się na to zgodziłam?!) " Zdenerwowana i z kpiną wymalowaną na ustach ruszyła dalej w stronę wyjścia, mijając przy tym ludzi, którzy posyłali jej ciekawskie spojrzenia i teksty godne żartów samego Karola Strasburgera. 
- Nowe życie, he? - spod ciemnych, dużych okularów przeciwsłonecznych, bystrym okiem wpatrywała się w ruchliwe miasto, żałując podjętych wcześniej decyzji.