Layout by
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koreangirl. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koreangirl. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 lutego 2015

대화 2

 

     Znów nie mogła zasnąć. Kolejna noc bez zmrużenia oka. Wszystko zaczęło się komplikować od dnia, w którym rozpoczęła naukę w nowej szkole. Przetarła dłonią przekrwione już oczy, po czym wzięła głęboki wdech i po chwili ze świstem wypuścić powietrze. Powtórzyła tą czynność kilkakrotnie mając nadzieje, że to ukoi, w choć najdrobniejszym stopniu jej poplątane myśli. Potrzebowała teraz spokoju i wyciszenia, ale jak miała to odnaleźć, kiedy z salonu dobiegał wszelkie możliwe głosy obecnych tam ludzi?
     Od ponad tygodnia jej ojczym będący wysoko postawionym detektywem, wraz ze swoimi podwładnymi omawiali sprawę morderstwa pewnej dwudziestko-trzy letniej kobiety, którą znaleźli w lesie, nieopodal miasta. Tak się złożyło, że z powodu pewnego nadpobudliwego nastolatka, który wrzucił do budynku policji własnoręcznie zrobioną bombę, pracownicy nie są w stanie wykorzystać obiektu do jakichkolwiek działań. Szef oddziału postanowił, że nie maja innego wyjścia i będzie organizować spotkania w domu. 
     Po godzinie 21.30 Od kilku dni do domu Państwa Smolińskich, codziennie przybywało około 15 mężczyzn i omawiając wszelkie spawy, przesiadywali do późnych godzi a czasami nawet do samego rana.
     Kang Je Mi skuliła się do pozycji embrionalnej i zaciskając place na pościeli. Poczuła nieodpartą chęć wyrażenia w jakikolwiek sposób frustracji, która ją owładnęła. Pragnęła się komuś wyżalić. Nie czuła się swobodnie w obcym środowisku. Tego miejsca nie mogła nazwać domem. Pomimo iż była  tu z matką i otaczały ją wszystkie potrzebne rzeczy. Nie umiała pogodzić się z myślą długotrwałego rozstania z poprzednim życiem i ludźmi, których obdarowywała choćby najmniejszym uczuciem. Brakowało jej tego.
     Sięgnęła pod poduszkę i wyciągnęła ówcześnie schowany tam telefon. Płynnym ruchem odblokowała ekran z zamiarem sprawdzenia godziny. Zamiast niej ujrzała tylko jasną plamę. Zmrużyła niezadowolona oczy i odczekała chwilę, aż jej wzrok przyzwyczai się do światła. Dopiero potem zerknęła jeszcze raz na wyświetlacz. Zgar wskazywał 02:47. Westchnęła żałośnie. Co mam ze sobą teraz począć. Pomyślała.
     Usiadła na skraju łóżka, zwiesiła nogi i wolno przesuwała się, aż w końcu jej stopy dotknęły zimnych paneli. Wzdrygną się nieznacznie, potarła ramiona dłońmi i pomału spróbowała oswajać się z uczuciem chłodu. Smętnym i powłóczystym krokiem skierowała się do łazienki, położyła ręce na umywalkę i spojrzała w lustro. Nie był to przyjemny widok. Wyglądała raczej na czterdzieści osiem niż na swoje osiemnaście. Mimo to wpatrywała się uparcie w swoje odbicie doszukując się w nim  jakichkolwiek oznak dawnej siebie. Widziała w szklanej powłoce osobę zmęczoną, z ciemnymi śladami pod oczami, z poszarzałą cerą i kilkoma pojedynczymi, siwymi włosami. Nic więcej. 
     Zrezygnowana wyszła z łazienki, rozejrzała się po pokoju a kiedy znalazła zawieszoną na krześle, ulubiona bluzę, zgarnęła ją pospiesznie i zeszła na dół. Delikatnie i jak najciszej stąpała po drewnianych schodach mając nadzieje, że przemknie niepostrzeżenie pomiędzy kuchnią a salonem.    
  - Gdzie się wybierasz o takiej porze młoda damo?
Je Mi zatrzymała się w pół kroku, odwróciła głowę i spojrzała na postawnego, trochę już sędziwego dżentelmena.  Na oko sześćdziesięcioletni mężczyzna uśmiechał się ciepło. Pan Zbigniew Fic, gdyż tak właśnie miał na imię ów jegomość, był człowiekiem ułożonym i opanowanym. Specjalista w wykonywanym prze siebie zawodzie a nade wszytko, był osobą uczciwą i kochającą. Często pojawiał się w domu Państwa Smolińskich. Dla samej głowy rodziny ten właśnie mężczyzna był prawie jak ojciec, którego stracił za młodu.    Przyłożył rękę do ust i wyszeptał niezwykle czymś rozbawiony.
  - Czyżby się to uciekało do chłopaka, usychasz z miłości? - powiedział podchodząc. 
  - Nie proszę Pana. Jeśli mam być szczera - wyprostowała się i spokojnie kontynuowała - Są Panowie za głośno. Nie mogę zasnąć. 
 Pan Zbigniew zerkną na młodą dziewczynę bystrym okiem, a widząc wyczerpanie malujące się na jej twarzy, spoważniał i pogłaskał ją po miękkich, prostych kasztanowych włosach. 
  - Możesz iść się przewietrzyć. Nic nikomu nie powiem. Jak wrócisz to będziemy zachowywali się najciszej jak tylko potrafimy. 
  - Dziękuję - odparła z wdzięcznością. Nasunęła tenisówki i zarzuciła na ramiona skórzaną kurtkę. Kiwnięciem głowy pożegnała się z mężczyzną i wyszła z domu.

   Jesień w tym roku byłą przyjemna i nadzwyczaj ciepła. Za dnia mile grzało słońce a jego promienie przebijały się prze złociste korny drzew. Wiatr porywał do tańca poczerwieniałe już liście dębu, tworząc tym samym rozmaicie kolorowy deszcz. Ptaki śpiewały wesoło lecąc po bezchmurnym niebie a dzieci biegały lub zbierały kasztany w miejskim parku. Po wieczór zaś wszytko milkło. Gwar miasta, rozmowy ludzi, niepotrzebne hałasy i nawet sama przyroda jakoby zapadał w nocy sen Tylko lekki powiew, raz po raz przypomniał o swoim istnieniu szeleszcząc pomiędzy gałęziami.  
     Kang Je Mi kroczyła oświetloną ścieżka przyglądając się mijanej okolic. Od strony centrum rozciągała się na niebie świetlista łuna o łagodnym oranżowym odcieniu. Osiemnastolatka minęła burżuazyjne domki jednorodzinne, gdzie właściciele przywiązywali ogromną wagę, do własnych ogródków i całej tej zewnętrznej oprawy. Chwilę później, znalazła się w wąskich uliczkach pomiędzy starymi ceglastymi kamienicami. Kierując się w głąb jednej z alejek, przez myśl przemokło jej, iż zbyt szybko zmienia się otoczenie i samą klasyfikacje na warstwy społeczne, widać goły okiem. Wychodząc z pomiędzy budynków trafiła na wydeptana w trawie ścieżkę. Prowadziła ona w stronę ciemnego zagajnika, położonego na skraju miasta. Popchnięta swoistego rodzaju ciekawością, ruszyła w jego stronę, próbując przy tym dostrzec coś pomiędzy gęstymi zaroślami.
     Po wejściu wpośród potężne graby, lipy i klony zatrzymała się w miejscu i zauroczona, chłonęła wzrokiem piękny, wręcz bajkowy krajobraz rozciągający się po jej obu stronach. Pomiędzy drzewami znajdowało się małe jezioro a nieopodal niego widniały ruiny, kiedyś zapewne budzącej respekt i zachwyt budowli. Po bliższym przyjrzeniu się, można było spostrzec, iż pomimo, że miejsce to zostało zapomniane prze człowieka, cała fauna i flora żyje i rozwija się nadając temu otoczeniu pewną, tajemniczą aurę.
     Długowłosa dziewczyna zbliżyła się do tafli jeziora i usiadła przy jej brzegu. Na krystalicznie czystej wodzie pływały opadłe już złociste liście, a jasny blask księżyca odbijał się o nieskazitelnie równą i spokojną powierzchnie.
  - Co ty tutaj robisz? - w cichej przestrzeń rozniósł się melodyjny głos nowo przybyłej osoby.


poniedziałek, 2 lutego 2015

대화 1


   - Anja zaczekaj! - zdyszany głos rozniósł się po pustym szkolnym korytarzy.
Wołana dziewczyna przystanęła i z grymasem wymalowanym na ustach odwróciła się do oddalonej o kilka mętów ledwie żywej przyjaciółki. Przeczesała włosy dłonią i westchnęła ciężko. 
   - Dlaczego to właśnie MY mamy zajmować się tym nowym uczniem? - zapytała czysto teoretyczne. Sama doskonale wiedziała, jaki jest powód. Obie były w samorządzie uczniowski i nie dzierżyły tam byle jakich stanowisk. Jej dzisiejszy dzień nie zapowiadał się zbyt dobrze, a wręcz od momentu przebudzenia na jej drodze stawało wszytko, co skutecznie wyprowadzało ją z równowagi.
   -Przypominam Ci, że to nie uczeń a uczennica, zresztą nie marudź. Będzie dobrze! - powiedziała optymistycznie niższa dziewczyna, kiedy odzyskała poprawy oddech, ominęła Anje i pewnym krokiem ruszyła w stronę pokoju nauczycielskiego.
Tymczasem w owym pomieszczeniu zgromadzona była prawie cała kadra pedagogiczna, plus pewna filigranowa brunetka, która starała się zająć swoje myśli czymś bardzkiej interesującym niż chęć zwymiotowania na panujący w około smród strach, przepoconych ubrań pomieszanych z stęchłym jedzeniem.
   - Tu masz adres krawcowej, u której będziesz mogła zmówić swój nowy mundurek. Mam nadzieje, że załatwisz to jeszcze dziś - starszy mężczyzna spojrzał wyczekująco na uczennice z nada trzymaną kartką w reku.
   - Co tu tak śmierdzi?!!!
W tym momencie wszystkie pary oczu skierowały się w stronę wejścia, gdzie stała chuda, na oko nawet trochę za chuda kruczowłosa dziewczyna, jej szaro-zielone oczy lustrowały każdą zebraną w pomieszczeniu osobę. Kiedy nawiązała kontakt wzrokowy z jednym z nauczycieli, na jej bladoróżowe, pełne usta wypłyną chytry uśmiech powodując, iż na jej policzkach pojawiły się dwa ledwo widoczne dołeczki. Z zawieszoną torba przez ramie ruszyła w stronę nauczyciela wf-u.
   - Nie patrz tak na mnie! To nie ja! To przez te szambo, mieliśmy otwarte okno i taki jest skutek! - tłumaczył się pośpiesznie. - Zresztą jesteś w pokoju nauczycielskim! Trochę kultury i szacunku by ci się przydało! Przy okazji stój tam gdzie stoisz!
     Od nieciekawego warknięcia powstrzymała ją tylko dłoń Zuzy, która dawała do zrozumienia, aby przyjaciółka trochę ochłonęła, tak więc ta tylko burknęła pod nosem, iż wie o szacunku sto razy więcej niż on sam będzie umiał przez całe swoje życie.
   - Dobrze, że już jesteście. - wtrącił się ich nauczyciel biologii a jednoczenie obecny wychowawca klasy II F, Wcisną stojącej przy biurku dziewczynie adres i ruchem dłoni nakazał, aby już sobie szła.
   - A co ja pies jestem, aby na mnie ręka machać, może jeszcze podaj łapie i pomerdaj ogonem?- Wyburczała niezadowolona.
   - Mówiłaś coś?- spytał nowej podopiecznej. Ta tylko wypuściła ze świtem powietrze i pokręciła przecząco głowa.
   - No nic. Oprowadzicie...- mężczyzna zawahał się na chwile i spojrzał w stronę nowej uczennicy - Jak masz na imię?
   - Kang Je Mi - powiedziała zwracając tym na siebie uwagę dwóch stojących w wejściu dziewczyn.
   - A tak właśnie Kang... zresztą to teraz nieważne, wszystkie trzy zmykać mi stąd. - spojrzał na przedstawicielki rady uczniowskiej a po chwili na jego twarzy wypełzło drobne zdziwienie- A wam, co? Wyglądacie jakbyście ducha zobaczyły. He?
- Bo chyba tak właśnie jest...- wyszeptała Zuza nadal wpatrzona w stojącą spokojnie Kang Je Mi.


piątek, 23 stycznia 2015

Chwilowa niemoc...

Od czego by tu zacząć? 
Może od tego, że przepraszam? 
Nowy post nie pojawił się w poprzednią sobotę i nie pojawi się również w następną.
Dlaczego? 
Powód jest porosty i niektórym znany, egzaminy i sesje mam. 
Dopóki nie pozdajemy wszystkiego chociaż na 3, nic nowego się nie pojawi. 
Po wszystkim, mamy zamiar odnowić poprzednie rozdział.Tak wiec czeka nas sporo pracy. 
Mamy nadzieje, że będziecie przy nas i nie zostawicie samych z tym wszystkim. 

Pozdrawiamy. S&A